Mądrze oddać jeden procent

Wiele osób zastanawia się, czy warto się wysilać, aby oddać ten sławny jeden procent podatku. Z roku na rok więcej organizacji pożytku publicznego zabiega o nasze względy, a co za tym idzie pieniądze. Niektórzy nawet i wyliczą ten jeden procent, ale kwota wydaje im się nieistotna, śmieszna wręcz. Ale dla organizacji liczy się dosłownie każda złotówka. Każda kwota jest lepsza niż nic, a bez pieniędzy na koncie naprawdę ciężko działać, chyba, że na małą skalę, okazjonalnie. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że liczy się każda kwota, każda złotówka. Organizacje pożytku publicznego to te, którym można oddać jeden procent. Nie jest łatwo zdobyć status organizacji pożytku publicznego. Wiele organizacji stara się o niego latami. Trzeba przedłożyć w sądzie wiele dokumentów, a już po uzyskaniu tego statusu i tak co roku trzeba przejść kontrole. Jak wynika z powyższego, organizacje, którym można przekazać jeden procent podatku są pod stałą kontrolą organów uprawnionych. Czy wobec tego wszystkie są godne zaufania? Na pewno nie. Ale nieliczne negatywne wyjątki nie mogą nam przesłonić szczytnych idei, dla których powstają te fundacje. A jeden procent to znaczna część, jeśli nie przytłaczająca większość ich budżetu. Wykonajmy więc te kilka ruchów długopisem, kilka kliknięć w programie rozliczającym PIT więcej i przekażmy jeden procent. Wychodzi mała kwota z tych wyliczeń? I co z tego! Niech nawet każdemu z czterdziestu milionów Polaków wyjdzie złotówka. I niech każdy z nich machnie ręką i nie przekaże jednego procenta. W ten sposób czterdzieści milionów złotych nie trafi do potrzebujących! Tak, to porównanie przemawia do wyobraźni, ale jest bardzo prawdziwe! Jak wiadomo, urzędnicy mają czasem problem z rozdysponowaniem naszych pieniędzy wpłacanych z podatków. Organizacje mają dużo mniejsze wydatki organizacyjne, na biurokrację. Są blisko naprawdę potrzebujących. Warto dać im te parę groszy i szansę na poprawę losu całego świata. Polepszy się i ten nasz. Na pewno.

Organizacje pożytku publicznego

Organizacje pożytku publicznego to nie wszystkie stowarzyszenia czy fundacje. To tylko te z nich, które otrzymały ten status. To jakby tytuł, zbiór uprawnień nadany przez odpowiedni sąd. Aby ten status uzyskać, organizacja, a właściwie jej przedstawiciele, muszą się bardzo postarać, udowodnić, że organizacja rzeczywiście dla pożytku publicznego działa. Liczą się przeróżne sprawy. Są to zarówno dokonania organizacji, jak i dokumenty założycielskie. Zaświadczenie o nadaniu numeru REGON, numeru identyfikacji podatkowej czy krajowego rejestru sądowego to tylko niektóre z wymaganych dokumentów. To dokumenty, którymi dysponuje każda fundacja czy stowarzyszenie, dostarczenie ich kopii jest więc wyłącznie formalnością. Inna rzecz, o wiele trudniejsza, to dowody działalności pożytku publicznego. Tu liczy się wszystko, co dana organizacja robiła. Dowodem mogą być opisy świadków czy beneficjentów, podpisane umowy ze sponsorami czy na przykład wolontariuszami. Są to dowody, że dana organizacja działa. Liczą się też relacje w gazetach czy nagrania z telewizji. Mogą to być tabele i zestawienia pokazujące ilu osobom organizacja pomogła, co robiła. Dołączyć trzeba też dokumenty księgowe za poprzedni rok. Bilans i wszystkie inne konieczne dokumenty. O nadaniu statusu organizacji pożytku publicznego decyduje sąd, po przeanalizowaniu dostępnych dokumentów. Może je jednak odesłać do uzupełnienia, albo w ogóle wniosek odrzucić! Decyzja sądu nie jest ostateczna i można się od niej odwołać, jednak szanse na zmianę są wtedy nikłe. Jak widać uzyskanie statusu organizacji pożytku publicznego nie jest łatwe. Uzyskanie go nie kończy problemów! Co roku organizacja jest dokładnie sprawdzana, kontrolowane są jej finanse, na co je wydają. Nie może być tak, że zebrane z jednego procenta pieniądze lądują w kieszeni założycieli fundacji, w mniej lub bardziej jasnych okolicznościach! Co to, to nie! Chcesz mieć status OPP? Szykuj się na wiele kontroli!

Na co idą pieniądze?

Często przekazując nasze pieniądze na konto czy wrzucając do puszki na ulicy zadajemy sobie pytanie: co dalej? Czy rzeczywiście pomogę? Czy kupią drogą protezę dla chorego dziecka? Czy moje pieniądze rzeczywiście zasilą budowę schroniska dla bezdomnych? Zastanawiamy się, nawet jeśli podarowana kwota nie stanowi uszczerbku dla naszego budżetu, słowem jest to suma niewielka. I naturalne jest, że interesuje nas los naszych pieniędzy. Nikt nie chce przecież finansować zagranicznych wycieczek prezesa fundacji! A gdy dajemy jakieś środki osobą prywatnym, proszącym o pomoc dla siebie lub nieobecnych dzieci, zastanawiamy się, czy w rzeczywistości nie wyda tych kwot, jakkolwiek drobnych, to jednak na alkohol. Większość z nas wolałaby tego uniknąć. Ale nad osobami prywatnymi, które żebrzą pod kościołem czy zaczepiają nas na ulicy nie ma żadnej kontroli. Podobnie nad kwestującymi do puszek na ulicach. W praktyce może być trudno sprawdzić, co rzeczywiście dzieje się z tymi puszkami. Oczywiście należy domniemywać, że są przeznaczane zgodnie z przeznaczeniem. Dla osób, które chcą mieć gwarancję, które liczą się z każdą złotówką, albo też są skrajnymi formalistami, pozostają OPP, czyli organizacje pożytku publicznego. Są to te organizacje, którym możemy przekazać w rozliczeniu rocznym jeden procent naszego podatku. Ich kontrola zaostrza się z roku na rok i obejmuje całość finansów organizacji. To bardzo ważne, bo Polacy z roku na rok więcej darowują takim fundacjom czy stowarzyszeniom. Prześwietlane są konta, zebrane faktury, wyciągi bankowe. Słowem, każda operacja z pieniędzy podatników musi być udokumentowana. Każdy przelew musi mieć swoją fakturę, a każdy zakup być zgodnym z celami statutowymi, wymienionymi też we wniosku o nadanie statusu organizacji pożytku publicznego. Podsumowując, kontrola tych organizacji jest tak dokładna, że najbardziej nawet wymagający sponsorzy i darczyńcy mogą im zaufać.

Fundacje

Nasz kraj należy do najszybciej rozwijających się w Europie. Poziom życia społeczeństwa rośnie z roku na rok, podobnie PKB. Stać nas na coraz więcej, więcej kupujemy, i to droższe rzeczy. Jednak postęp ten nie dotyczy wszystkich w równym stopniu. Części osób wciąż nie najlepiej się powodzi, na wiele rzeczy ich nie stać. Cierpią na tym przede wszystkim dzieci z rodzin ubogich. Często ich rodzice nie wiedzą o wielu możliwościach pomocy, jakie istnieją w dzisiejszym świecie. Jej źródłem mogą być nie tylko ośrodki pomocy społecznej czy inne instytucje państwowe. Tam oczywiście można znaleźć podstawową pomoc. Jednak nie wszyscy wiedzą, że istnieją też fundacje zajmujące się pomocą. Zaspokajają podstawowe potrzeby, na przykład finansują posiłki w szkolnej stołówce dla dzieci. Przekazują nieodpłatnie podręczniki, przybory szkolne, inne wyposażenie stanowiące tak zwaną wyprawkę szkolną. W razie potrzeby można uzyskać także ubrania. Oczywiście istnieją też ośrodki, z reguły częściowo finansowane przez państwo, gdzie można znaleźć opiekę w skrajnych przypadkach. Są to miejsca schronienia na przykład dla kobiet maltretowanych przez mężów, które do czasu zakończenia sprawy rozwodowej nie mają się gdzie podziać.
Inna forma wsparcia to pomoc dzieciom w nauce. Dzieci z rodzin ubogich są często przegrane już na stracie, ponieważ rodziców nie stać na kosztowne korepetycje. Są jednak instytucje, które oferują potrzebującym darmową pomoc w odrabianiu lekcji. Wolontariuszami są studenci, często ci sami, którzy udzielają korepetycji za pieniądze dzieciom z bogatych domów. A czasem zupełnie inni. Ważne jest to, że mają nad sobą koordynatorów czy supervisorów, którzy pilnują ich pracy, jej jakości. Wolontariusze-studenci pomogą w nauce i pracach domowych z przedmiotów ścisłych, humanistycznych, z języków. W szkole podstawowej najczęściej jest to jedna osoba, prowadząca dziecko ze wszystkich przedmiotów. Później pomoc uzależniona jest od potrzeb i dotyczy wybranych przedmiotów.

Trend w polskich akcjach pomocowych

Akcje charytatywne kojarzą nam się z rozdawaniem ubrań, jedzenia, pomocą bezdomnym czy innym poszkodowanym. Nie da się zaprzeczyć, że z reguły jest to pomoc materialna, rozdawanie czegoś. Tak też i większości z nas się kojarzą. Jednak ostatnio obserwuje się ciekawy trend. Chodzi o powstające coraz licznej organizacje pomagające osobom starszym. Nie chodzi tu jednak o zrobienie zakupów czy posprzątanie mieszkania. Jest to pomoc adresowana do osób sprawnych fizycznie i umysłowo, które chcą być na bieżąco z nowinkami technicznymi. Pomoc ta polega na nauczeniu starszych ludzi korzystania z komputera i internetu. W dzisiejszych czasach komputery są coraz powszechniejsze i coraz tańsze. Wielu seniorów otrzymuje używane komputery, a nawet laptopy od swych wnuków czy dzieci. Dostają, ale nie umieją korzystać. I tu wkraczają organizacje działające na zasadzie uniwersytetów trzeciego wieku. Czasami nawet będące nimi! Otóż dla chętnych organizowane są kursy obsługi komputera. Powoli, we własnym tempie, pod okiem cierpliwego specjalisty od komputerów i dydaktyki, uczą się obsługiwać komputer. A następnie internet. W efekcie tych zajęć dziadek z dumą pisze maila do wnuka. Ale po co to wszystko, zapyta ktoś, czy to nie strata pieniędzy? Otóż na pewno nie! Seniorzy uczestniczący w zajęciach trenują szare komórki, więc dłużej pozostaną sprawni umysłowo. To niebagatelna oszczędność dla budżetu. Internet, nawet gdyby zostali unieruchomieni w domu przez chorobą, pozwoli im wciąż udzielać się towarzysko, porozmawiać z rówieśnikami chociaż na forach. Jest możliwość poznania ludzi, i nie chodzi tu tylko o ewentualne szukanie sobie partnera! Chodzi o zapoznanie koleżanki, wspólne wyjście na kawę, ploteczki. Bezcenne rzeczy, tak bardzo potrzebne osobą starszym. Sieć da też szansę poczytania o chorobach, porady. Dlatego takie i podobne kursy powinny zyskać na popularności. Są one szansą na aktywizację osób starszych, przez to będąc jakąś formą pomocy humanitarnej.