Pomoc humanitarna jest niesiona ludziom po powodzi, dużym pożarze, tsunami, wojnie, słowem po klęskach żywiołowych, katastrofach o znacznym zasięgu. W oryginalnej wersji tego określenia chodziło o pomoc ludziom w trudnej sytuacji w ogóle. Pomoc humanitarna udzielana jest z reguły przez międzynarodowe organizacje pomocowe, fundacje, stowarzyszenia, organizacje o innej formie prawnej, ale znane i rozpoznawane na całym świecie. Dzieje się tak wtedy z reguły, gdy z powodu wojny aparat państwowy nie jest w stanie zapewnić mieszkańcom danego terenu pomocy w swoim zakresie. Do akcji wkraczają wtedy siły międzynarodowe, wolontariusze i pracownicy etatowi z innych krajów. W ramach takiej pomocy może być doprowadzona infrastruktura na przykład wodno-kanalizacyjna. Pomoc może sprowadzić się do zapewnienia jedzenia i picia. Do odbudowy domostw. Do sprowadzenia sprzętu niezbędnego do przywrócenia równowagi danego rejonu. Na przykład ponownego umożliwienia ludności produkcji żywności własnym sumptem. To daje ludziom niezależność. Jak mówi stare przysłowie, lepiej dać wędkę, nie rybę. Nowoczesne trendy w pomocy humanitarnej to nie proste przekazywanie produktów, to raczej umożliwianie społeczności powrót do staniu sprzed tragedii, i w kolejności dalszy rozwój. Inny rodzaj pomocy to dostarczanie leków, budowie szpitali polowych, budowanie szkół, czy banalnych dla naszych polskich realiów sprawach jak budowa studni. Z tym że znowu, najlepiej jest jeśli organizacja nie wkracza nagle w życie społeczności dotkniętej tragedią, nie zmienia jej stawiając studnię przy pomocy buldożerów. Raczej za swe środki aktywizuje społeczność, aby sama budowała studnie, wykorzystując środki zebrane przez daną fundację, organizację. Dotyczy to zwłaszcza terenów od lat dotkniętych działaniami wojennymi, gdzie ludzie pozbawieni są nadziei. Pomoc taka nie tylko pomoże ludziom podnieść standard życia, ale i uwierzyć, że inne życie jest możliwe do zrealizowania. Organizacja spełnia w ten sposób podwójną misję.
Wiele osób marzy o pomaganiu innym. Chcą zostać lekarzami, ratownikami, poświęcać się dla innych. Wzorując się na wielkich ludziach marzą o dalekich krajach i przygodach związanych z podróżowaniem. W rzeczywistości mało komu udaje się wytrwać przy tych marzeniach, zamiast założyć rodzinę wyjechać jako lekarz misji pokojowej do obszaru objętego działaniami wojennymi. Dla osób szczególnie zdeterminowanych wiele organizacji humanitarnych prowadzi wyjazdy na zagraniczne misje. Mogą w nich wziąć udział na przykład studenci medycyny. Jest to nauka zawodu połączona z praktyką lekarską w najcięższych warunkach. Jednocześnie jest to możliwość pomocy ludziom często naprawdę ogromnie potrzebującym, w krajach objętych konfliktami zbrojnymi, gdzie nie ma idealnych warunków sanitarnych. Wyjazdy takie przynoszą często wiele satysfakcji. Jest wiele organizacji, do których może zgłosić się osoba zainteresowana wyjazdem zagranicznym jako wolontariusz i niesieniem pomocy humanitarnej. Najchętniej przyjmowani są lekarze i pielęgniarki, ale medyczne wykształcenie nie jest konieczne. Poszukiwane są osoby mogące uczyć angielskiego. Są też wyjazdy, gdzie nie jest konieczne żadne wykształcenie, bo wszelkie umiejętności niezbędne w pracy przekazywane są na specjalnych szkoleniach. Warto tu wspomnieć, że lekarze wyjeżdżający na misję oczywiście też są szkoleni. A osoby bez wykształcenia mogą zajmować się sprzątaniem miejsc po działaniach wojennych, mogą pomagać lokalnej ludności w prostych czynnościach jak noszenie wody, budowa, szycie, pranie, opieka nad dziećmi. Mogą brać udział w misjach związanych z ochroną przyrody, renowacją zabytków (w najprostszym zakresie). Taki wyjazd, niezależnie od wykształcenia i docelowego zajęcia jest na pewno wspaniałym doświadczeniem. Zyskuje się ciekawe znajomości, przebywa w odmiennym kulturowo kraju, a przede wszystkim pomaga potrzebującym. Takie działania dają poczucie spełnienia życiowego i są naprawdę bezcenne.
Coraz więcej organizacji umożliwia swoim wolontariuszom pracę przez internet. Najbardziej potrzebni są wolontariusze do obsługi na przykład aukcji internetowych, umieszczanych na znanych portalach aukcyjnych na przykład Allegro. Dla organizacji, fundacji czy stowarzyszeń, jest to często dodatkowy dochód. Na aukcjach sprzedawane są na przykład gadżety z logo organizacji. Smycze do telefonów, notesy, długopisy, torby. W cenach nieco wyższych od rynkowych. Za to ludzie kupujący nabywają przecież coś, czego i tak potrzebowali, co prawda trochę drożej, ale wspierając jakąś szczytną ideę. Mają poczucie, że pomagają. Ale ktoś musi te aukcje w internecie umieszczać, a następnie zakupione towary wysyłać. Do tej pierwszej czynności zatrudniani są wolontariusze internetowi. Kontakt z organizacją mają jedynie wirtualny. Jest to wolontariat odpowiedni dla zapracowanych, dla osób, które chcą pomóc, ale mają czas tylko w późnych godzinach nocnych. Inna ciekawa opcja to pomoc przy adopcjach zwierząt ze schronisk. Wolontariusze mogą zajmować się procesem adopcji na każdym etapie. Mogą robić zdjęcia, umieszczać w internecie na stronie organizacji, ale nie tylko. Jest wiele specjalnych stron, gdzie osoby zainteresowane adopcją szukają psów, tam też wolontariusze mogą umieszczać zdjęcia. Mogą odpisywać na maile wpływające na skrzynkę mailową organizacji. Oczywiście mogą też w ogóle prowadzić strony fundacji czy stowarzyszenia, wysyłać maile do sponsorów, starając się pozyskać ich wsparcie finansowe. Jak widać działania osób wspierających stowarzyszenia przez internet są różnorodne. Mogą być bardzo ciekawe, praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. A są odpowiednie dla każdego, kto dysponuje choć chwilką wolnego czasu. Zaletą tego systemu jest niewątpliwie możliwość pracy w dogodnych godzinach. Wady to brak kontaktu z ludźmi. Jednak większość wolontariuszy, pytanych o swoje motywacje, odpowiada o chęci zawarcia nowych znajomości, poznania kogoś interesującego. Tego niestety wolontariat internetowy nie gwarantuje. Choć z jego rozwojem możliwe, że zaistnieją specjalne fora towarzyskie dla wolontariuszy.
Od kilku miesięcy pomagam w organizacji charytatywnej w mojej okolicy. Jak co dzień robiąc zakupy zauważyłam ogłoszenie: fundacja poszukuje wolontariuszy. Na plakacie był też adres internetowy strony tej fundacji. Zapisałam go sobie i jeszcze tego samego dnia przejrzałam stronę. Fundacja zajmowała się pomocą osobom starszym u mnie na osiedlu. Była też możliwość pomocy dzieciom w lekcjach. Zainteresowały mnie obie sprawy. Następnego dnia napisałam maila do przedstawicieli fundacji na podany na stronie adres email. Krótko przedstawiłam się i zapytałam, czy ogłoszenie nadal jest aktualne. Niestety, nie otrzymałam odpowiedzi w ciągu trzech dni, więc o sprawie zapomniałam. Po tygodniu odpisała mi koordynatorka wolontariuszy w moim regionie. Przeprosiła, że tak długo to trwało, ale mają mało czasu, a wiele obowiązków. Koordynatorka zaprosiła mnie na rozmowę. Najpierw rozmawiałyśmy w cztery oczy, potem wzięłam udział w spotkaniu grupy wolontariuszy. Było bardzo miło, wszyscy byli bardzo sympatyczni, zainteresowani mną, i z pasją opowiadali o swojej pracy wolontarystycznej. Spodobało mi się, i już w kolejnym tygodniu wzięłam udział w szkoleniu wstępnym. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, ale nie był to wykład znany ze szkoły, raczej warsztaty uczące zachowań w różnych sytuacjach. Po serii szkoleń rozpoczęłam odwiedzanie starszej pani w mojej okolicy. Robiłam jej zakupy, drobne porządki, później opłacałam rachunki. Była to osoba samotna, więc z czasem zaczęłam ją też odwiedzać w święta. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Kiedy moja podopieczna zachorowała i została przeniesiona do szpitala, odwiedzałam ją dalej w szpitalu, a w domu karmiłam jej kota. Niestety, wkrótce zmarła, prosząc mnie o opiekę nad kotem. Oczywiście przygarnęłam zwierzę. Ponieważ doświadczenie to, choć cenne, było dość smutne, postanowiłam od tamtej chwili zająć się pomaganiem dzieciom w odrabianiu lekcji. Zajmuję się tym do dziś, daje mi to wielką satysfakcję.
Jak pokazują badania, Polacy coraz chętniej wspierają działalność organizacji charytatywnych. Wsparcie to ma coraz częściej charakter finansowy, czyli taki, na jaki jest wśród organizacji największe zapotrzebowanie. Coraz chętniej kupowane są gadżety z logo fundacji, a także wpłacane są pieniądze na konto. Jednak prawdziwe rekordy biją akcje smsowe. Sprawa polega na tym, iż przeciętny obywatel wysyła sms na podany numer. Ważne, aby wpisał odpowiednie, podane w informacji o akcji słowo. Najczęściej jest to POMOC, POMAGAM i tym podobne. Wysłanie smsa kosztuje więcej niż zwykły sms. Zwykle od dwóch do dziesięciu złotych. Do tego należy doliczyć podatek od towarów i usług VAT. Różnica w cenie smsów to kwota, którą zasilamy konto wybranej organizacji, czy to fundacji czy stowarzyszenia. Dlaczego ta forma pomocy cieszy się aż taką popularnością? Czynników jest wiele. Przede wszystkim decyduje forma, w jakiej informacja o akcji do nas dociera. Jest to najczęściej przemawiający do wyobraźni obrazek na billboardzie. Umieszczane na nim są z reguły chore dzieci, którym fundacja czy stowarzyszenie pomaga. Jeszcze skuteczniejsze są reklamy telewizyjne. Łączą one wzruszającą muzykę z przemawiającymi filmami. Widząc taki obraz, nie czujemy się dobrze, niejednemu kręci się łezka w oku! Przecież trudno o większą niesprawiedliwość społeczną niż chore dziecko. Nie możemy przejść obojętnie wobec faktu, że dziecko to nie ma dzieciństwa, że cierpi. Ale reklama od razu podaje rozwiązanie, wystarczy wysłać sms aby wywołać uśmiech na twarzy dziecka. Każdy chętnie chwyta za telefon, przecież taką drobną kwotą może wspomóc potrzebujących. Wysyłamy sms i od razu czujemy się lepiej. Nasze pieniądze wspomagają najbardziej potrzebujących podopiecznych wybranych organizacji. Badania pokazują, że smsy są jednym z najskuteczniejszych sposobów pozyskiwania funduszy, zwłaszcza dla dużych organizacji, które stać na inwestycję w spoty reklamowe w telewizji. Wiedzą one jednak, że zwrócą się z nawiązką.