Finansowanie organizacji

W Polsce powstaje coraz więcej organizacji pozarządowych. Nic w tym dziwnego. Po wstąpieniu do Unii Europejskiej nasz kraj musiał dostosować swoje ustawodawstwo do unijnego, co za tym idzie uprościć procedury związane z zakładaniem organizacji, tak, aby każdy obywatel miał możliwość realizacji własnych planów w trzecim sektorze. Dziś założenie fundacji czy stowarzyszenia nie wymaga wielkich środków czy skomplikowanych formalności. Kilka wniosków, wizyta w sądzie gospodarczym, u notariusza i już można działać. Właśnie, tylko skąd wtedy brać środki? Na szczęście nie brakuje możliwości pozyskania funduszy dla organizacji, szczególnie tych o statusie OPP, czyli organizacji pożytku publicznego. Ale zacznijmy od początku. Po pierwsze, środki można otrzymać od miasta/gminy, na terenie którego działa organizacja. Należy śledzić stronę internetową magistratu lub odwiedzać regularnie oddelegowanych do opieki na trzecim sektorem urzędników, wypytując o dostępne środki. Warto dowiadywać się też o granty na poziomie wojewódzkim i państwowym. Kontakty z urzędnikami mogą jednak niektórych przerażać, dlatego przypomnijmy o najpopularniejszym sposobie pozyskiwania środków, czyli o darowiznach. Każde stowarzyszenie i fundacja ma swoje konto bankowe, na które może otrzymać darowiznę. Warto uzyskać pozwolenie na zbiórkę publiczną, jeśli zamierzamy zbierać środki do puszek (popularne kwesty). Część organizacji całkiem słusznie zaważyła, że ludzie niechętnie dają pieniądze „za nic”, stąd popularne jest sprzedawanie gadżetów z logo fundacji czy stowarzyszenia, czy to na straganie, na przykład podczas miejskich imprez, czy to w internecie na popularnych portalach aukcyjny. Inny sposób to zdobywające coraz większą popularność akcje smsowe. Wystarczy wysłać SMS o prostej treści, płacąc za niego od dwóch do dziesięciu złotych, a konkretna suma zostanie przeznaczona na pomoc. Wiele akcji tego typu zwolnionych jest od dwudziestodwuprocentowego podatku VAT.

Polacy coraz chętniej dają pieniądze

Pomimo kryzysu gospodarczego Polacy są narodem coraz zamożniejszym i coraz chętniej przekazują środki pieniężne na organizacje społeczne. Częściowo może to być spowodowane faktem, że darowizny można odpisać od podatku. Faktem jest też, że mamy miękkie serce i chętnie pomagamy potrzebującym, zwłaszcza dzieciom i chorym.
Oferta organizacji pozarządowych jest coraz szersza, więc jeśli chcemy komuś pomóc, to na pewno znajdzie się taka organizacja, która akurat taką formę pomocy ma w ofercie. Większość organizacji jest godna zaufania, ale ich wiarygodność można zawsze potwierdzić w odpowiednich instytucjach, na przykład urzędzie miasta czy gminy. Odpowiednie informacje znajdziemy też w internecie. Każda szanująca się organizacja społeczna ma stronę internetową, na której zamieszcza informacje o swojej działalności, o datkach, darowiznach i na co zostały przeznaczone przekazane środki. Jeśli fundacja takich informacji nie podaje, warto o nie poprosić. Jeśli ich nie otrzymamy, to zły znak. Dla pewności poszukajmy innej organizacji. Część organizacji posiada status OPP czyli organizacji pożytku publicznego. Te organizacje są pod szczególnym nadzorem państwowych instytucji, ponieważ można przekazać im jeden procent podatku. Te organizacje mają obowiązek opublikowania rozliczenia się z fiskusem z każdej złotówki otrzymanej od podatników. Szczegółowe rozliczenie, bilans roczny, taka organizacja musi opublikować. Najczęściej czynią to te organizacje w internecie. Powód jest banalny, bezpłatność takiej publikacji oraz powszechna dostępność dla każdego zainteresowanego w każdym czasie. Jasne jest, że mamy więcej zaufania do organizacji, które takie rozliczenia publikują. Taka publikacja jest też w interesie samych organizacji. Polacy z roku na rok przekazują na cele dobroczynne coraz więcej pieniędzy. W dodatku tendencja ta utrzymuje się, więc prawdopodobnie i w nadchodzącym roku przekazane zostaną ogromne sumy. Warto więc zainwestować wysiłek w przejrzystość rozliczeń.

Kaerierę zawodową zacznij od wolontariatu

Młodzi ludzie kończą studia i często nie mogą znaleźć pracy. Część z nich wybiera kierunki studiów, które nie gwarantują zatrudnienia. Zwłaszcza humaniści muszą liczyć się z tym, że łatwo nie będzie. Łatwo można jednak zawojować rynek pracy, jeśli już podczas studiów, a nawet liceum czy gimnazjum rozpocznie się przygodę z wolontariatem. Organizacje humanitarne w całym kraju z otwartymi ramionami przyjmą wszystkich ochotników. Jest to o tyle ciekawa propozycja, że młodzi ludzie mają często potrzebę pomagania innym. W ten sposób mogą się więc zrealizować. A przy okazji bardzo wiele nauczyć. Jak znaleźć organizację? W internecie, na stronach ngo’sów, czyli organizacji pozarządowych, znajduje się wiele ogłoszeń. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Począwszy od robienia zdjęć, roznoszenia ulotek, sprzątania aż po prowadzenie księgowości. Dla młodych ludzi przewidziano proste czynności, ale w każdej, nawet najmniejszej fundacji, jest możliwość rozwoju. Przede wszystkim dlatego, ze człowiek staje się częścią organizacji i to od niego wiele zależy. Powoli standardem staje się, że organizacje inwestują w swoich wolontariuszy, tak jak korporacje w pracowników. Już po kilku miesiącach wolontariatu, jeśli wykażesz się zaangażowaniem, możesz liczyć na szkolenia. Najbardziej prawdopodobne, że nauczysz się prac biurowych – organizacji sekretariatu, obiegu dokumentów, obsługi urządzeń biurowych. Umiejętności jak znalazł do porządnego życiorysu. Po studiach zdziwisz się, jak wielu pracodawców będzie cię pytać, co robiłeś na studiach. Niektórzy wymagają nie tylko doświadczenia zawodowego, ale również wolontariatu, choćby w organizacji studenckiej, ponieważ szukają ludzi wszechstronnych. Dobry pracownik to też taki, który ma swoje pasje i życie prywatne! A wyobraź sobie sytuację, gdzie pracodawca ma do wyboru dwóch kandydatów o identycznych kwalifikacjach, z czego jeden z nich na studiach pomagał w fundacji zajmującej się osobami niepełnosprawnymi, stąd zna język migowy. To on dostanie pracę, bo jest osobą nie bojącą się wyzwań i na pewno szybko się uczy!

Pomoc humanitarna

W mediach coraz częściej słyszymy o wielkich tragediach wstrząsających światem. Trzęsienia ziemi, tsunami, trąby powietrzne, wielkie mrozy czy wielkie susze dziesiątkują społeczności lokalne w odległych krajach. Z reguły są to kraje o wiele od Polski biedniejsze, znajdujące się poza Unią Europejską, często są to kraje trzeciego świata. Życie w tych krajach jeszcze przed tragedią było trudno do wyobrażenia dla przeciętnego Kowalskiego. Ludzie żyjący ziemiankach, wielogodzinne wędrówki po wodę, jedzenie, dzieci od najmłodszych lat pracujące na rzecz społeczności, żadnej edukacji, nie mówiąc już o służbie zdrowia czy dostępie do internetu. Woda i jedzenie tak fatalnej jakości, że zjedzone przez Polaka mogłoby okazać się śmiertelną trucizną. Są kraje, gdzie ludzie umierają z głodu i pragnienia. Nie ulega wątpliwości, że Polska w porównaniu z nimi to raj na ziemi, a najbiedniejsza polska rodzina opływa w luksusy.
Niestety, przy okazji każdej tragedii w odległym, biednym kraju odzywają się dyskusje, czy stać nas na pomoc. Czy osiągnęliśmy już poziom cywilizacyjny pozwalający na pomaganie? Odpowiedź brzmi: tak. Jeśli nie my, to kto? Oczywiście, jest bardzo wiele bogatszych krajów niż nasz. Ale nawet w tak zamożnym kraju jak Stany Zjednoczone niedożywienie dzieci jest problemem. Problemem zdaje się być nie niedobór środków, ale ich dystrybucja. Poza tym, niestety, najczęściej sytuacja wygląda tak. Hipermarket. Do rodziny z wypakowanym po brzegi wózkiem zbliża się wolontariuszka kwestująca na rzecz ofiar kolejnej tragedii, tragedia ta na nasze szczęście wydarzyła się daleko od Polski. Powódź czy trzęsienie ziemi. Głowa rodziny wysłuchuje wolontariuszki, bo ciekawa, o co chodzi. Ale nie da ani grosza. Bo „niech bogate kraje pomagają”. Albo: „u nas dzieci głodują, nie będę dawał na obcych!”. Ale oczywiście na swoich też nie da, ale taki źle pojęty patriotyzm to wymarzona wymówka. I nie trzeba dawać pieniędzy, i lepiej się czujemy.

Dary rzeczowe

Polacy dużo chętniej darowują rzeczy niż pieniądze. Najnowsze badania pokazują, że znacznie chętniej bierzemy udział w akcjach, gdzie można przekazać przedmioty. Hitem są zbiórki w marketach. Wchodząc do sklepu otrzymujemy ulotkę informującą o prowadzonej w danym dniu akcji. Najczęściej są to akcje typu wyprawka dla żaka lub świąteczne. Od połowy sierpnia prowadzone są akcje zbiórkowe zeszytów, podręczników, przyborów szkolnych, plecaków dla dzieci z najuboższych rodzin. Już od końca listopada trwają zbiórki żywności na święta, zarówno dla potrzeb osób prywatnych, jak i do zorganizowania publicznych wigilii dla potrzebujących i samotnych. Zbierane są też zabawki na prezenty dla dzieci. W takich akcjach udzielamy się chętnie. Przecież nie chcemy, aby w tak wyjątkowym dniu, jak wigilia, choć jedno dziecko zostało bez prezentu. Rzadziej dajemy pieniądze do puszek.
W okolicach świąt prowadzone są też akcje na rzecz zwierząt. Ich pomoc humanitarna też dotyczy. W marketach i szkołach zbierane są miski, karma i puszki dla psów i kotów ze schronisk. Z kolei na wiosnę, w okresie porządków i wietrzenia szaf, wiele organizacji zbiera ubrania (to na przykład dla bezdomnych, bezrobotnych, osób starych i schorowanych) lub koce, zasłony, ręczniki (te rzeczy przydadzą się w lokalnym schronisku dla psów i kotów).
Ogólnie rzecz ujmując, wolimy dawać dary rzeczowe niż pieniądze. Choć niejednokrotnie organizacjom bardziej przydałyby się wolne środki finansowe właśnie. Ale my wierzymy, że pieniądze można zawsze wydać niezgodnie z naszym życzeniem. Choć organizacje społeczne podlegają ścisłej kontroli finansowej, Polacy nie do końca w to wierzą. Wolą przekazać worek ryżu czy kupić ubranie, bo przynajmniej mają pewność, że zostanie wykorzystane zgodnie z ich intencją. Dając rzecz od razu wyobrażamy sobie, na co zostanie spożytkowana. Ryż do jedzenia, ubranie do ubrania. Dając pieniądze nie zawsze mamy taką pewność.