Jak pokazują badania, Polacy coraz chętniej wspierają działalność organizacji charytatywnych. Wsparcie to ma coraz częściej charakter finansowy, czyli taki, na jaki jest wśród organizacji największe zapotrzebowanie. Coraz chętniej kupowane są gadżety z logo fundacji, a także wpłacane są pieniądze na konto. Jednak prawdziwe rekordy biją akcje smsowe. Sprawa polega na tym, iż przeciętny obywatel wysyła sms na podany numer. Ważne, aby wpisał odpowiednie, podane w informacji o akcji słowo. Najczęściej jest to POMOC, POMAGAM i tym podobne. Wysłanie smsa kosztuje więcej niż zwykły sms. Zwykle od dwóch do dziesięciu złotych. Do tego należy doliczyć podatek od towarów i usług VAT. Różnica w cenie smsów to kwota, którą zasilamy konto wybranej organizacji, czy to fundacji czy stowarzyszenia. Dlaczego ta forma pomocy cieszy się aż taką popularnością? Czynników jest wiele. Przede wszystkim decyduje forma, w jakiej informacja o akcji do nas dociera. Jest to najczęściej przemawiający do wyobraźni obrazek na billboardzie. Umieszczane na nim są z reguły chore dzieci, którym fundacja czy stowarzyszenie pomaga. Jeszcze skuteczniejsze są reklamy telewizyjne. Łączą one wzruszającą muzykę z przemawiającymi filmami. Widząc taki obraz, nie czujemy się dobrze, niejednemu kręci się łezka w oku! Przecież trudno o większą niesprawiedliwość społeczną niż chore dziecko. Nie możemy przejść obojętnie wobec faktu, że dziecko to nie ma dzieciństwa, że cierpi. Ale reklama od razu podaje rozwiązanie, wystarczy wysłać sms aby wywołać uśmiech na twarzy dziecka. Każdy chętnie chwyta za telefon, przecież taką drobną kwotą może wspomóc potrzebujących. Wysyłamy sms i od razu czujemy się lepiej. Nasze pieniądze wspomagają najbardziej potrzebujących podopiecznych wybranych organizacji. Badania pokazują, że smsy są jednym z najskuteczniejszych sposobów pozyskiwania funduszy, zwłaszcza dla dużych organizacji, które stać na inwestycję w spoty reklamowe w telewizji. Wiedzą one jednak, że zwrócą się z nawiązką.
Dziś żadna szanująca się organizacja nie może obejść się bez internetu. W końcu mówi się, że jeśli cię nie ma w internecie, to znaczy, że nie istniejesz. Zgodnie z tym sloganem czy maksymą organizacje stawiają na promocję w internecie. Zatrudniają projektantów stron, czasem ktoś robi im stronę za darmo. Żeby pomagać wystarczy jakiś prosty blog, na którym można pisać, co się zrobiło, na co się zbiera fundusze, co się planuje. Ludzie, mam na myśli darczyńców, bardzo chętnie śledzą takie blogi, a (jak pokazują najnowsze badania) organizacje, które mają strony internetowe (uwaga! muszą być regularnie aktualizowane, inaczej nie są ważne!) są postrzegane jako o wiele bardziej wiarygodne niż te, które stron w internecie nie mają. Prędzej wesprzemy fundację, która nie ma siedziby, fizycznie lokalu, niż taką, która nie ma choćby najprostszej strony. Ale większości organizacji do działań w internecie wcale nie trzeba przekonywać. Osoby nimi zarządzające zdają sobie sprawę z siły sieci. Bez internetu przebicie się do szerszej publiki jest praktycznie niemożliwe. I w fundacjach to wiedzą. Jedyne, z czym mają problem to osoby chętne do pracy w internecie za darmo. Potrzebne są przecież: grafika, treść, i wiele innych. Szczególnie w miarę regularna aktualizacja jest niezbędna. Warto, bo wielu internautów pod wpływem chwilowego impulsu przekazuje pieniądze czy kupują gadżety, z których dochód przeznaczony jest na jakiś cel. Łatwo dotrzeć do dużej ilości ludzi pokazując na stronie zdjęcia, filmy, co dusza zapragnie. Wszelkie chwyty dozwolone, aby przekonać do siebie darczyńców. Wiele banków umożliwia wykonanie przekazania pieniędzy w dużo prostszy sposób niż przelew. Jest to duże ułatwienie, za samo przekazanie internauta nie płaci, tym chętniej przekazuje pieniądze. Internet niewątpliwie stał się zupełnie niezależną przestrzenią, która rządzi się swoimi prawami, ale na szczęście fundacje uczą się tych reguł, uczą się korzystać z możliwości, jakie sieć daje nam wszystkim.
Większość Polaków deklaruje, że w zeszłym roku rozliczeniowym przeznaczyło chociaż dziesięć złotych na organizacje charytatywne. Pokazują to dobitnie wszelkie badania opinii publicznej. Pomaganie przez wsparcie finansowe stało się po prostu modne. Wydarzenia takie jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy są już na stałe wpisane w kalendarz wydarzeń medialnych w roku, i nie wypada nie iść, nie wypada nie pomóc. Jest to pozytywna moda, a jeśli snobizm, to dobry. Jak pomagamy? Najczęściej wrzucamy pieniądze do puszki, rzadziej zajmujemy się wolontariatem. Czasami wpłacamy na konto, ale to zwłaszcza jeśli kupujemy jakiś gadżet w sklepiku internetowym organizacji. Datki przelewem wciąż niechętnie przekazujemy. Wspomagamy najróżniejsze organizacje. Niektóre z nich wspierają dzieci w nauce. Kupują podręczniki czy wyprawkę. Inne kupują obiady szkolne. Inne koncentrują się na pomocy dzieciom chorym. Zbierają datki na protezy, wózki czy na leczenie dzieci potrzebujących. Często jest to leczenie w ośrodkach zagranicznych, fundacja funduje też przelot i pobyt dla jednego z rodziców. Są organizacje, które zajmują się zupełnie inną aktywnością, na przykład aktywizacją czy to dzieci czy dorosłych, społeczności lokalnej. Uczą obsługi komputera, ale też zachęcają społeczność do aktywności na polu lokalnym. Są organizacje uczące języków, ich wolontariusze to studenci przy okazji zdobywający niezbędną praktykę. Są organizacje zajmujące się obłożnie chorymi, w hospicjach, w hospicjach domowych. Są fundacje, które szkolą wolontariuszy, aby odwiedzali chorych w szpitalach. Inne organizacje zajmują się ochroną lasów, łąk, bagien, słowem obszarów przyrodniczych cennych, zagrożonych zanieczyszczeniem. Promują segregację śmieci czy czystą energię odnawialną. Inne zachęcają ludzi do mniej konsumpcyjnego stylu życia. Do nie wyrzucania jedzenia, do wymieniania się na ubrania zamiast ich wyrzucania. Proponują kupowanie rzadziej i tylko tego, co potrzebne. Oferta jest szeroka, praktycznie każdy może znaleźć coś dla siebie.